czwartek, 26 czerwca 2014

Pamiętnik kapelana 14th Louisiana - sierpień 1862

Na naszej stronie internetowej prezentujemy zapiski o. Sheerana z całego sierpnia 1862.
Zapraszamy i życzymy przyjemnej, i pożytecznej lektury.
LINK do artykułu


sobota, 21 czerwca 2014

Giżyn 2014 - Glendale 1862 - plan imprezy

Zamieszczamy plan tegorocznej imprezy w Giżynie.
Impreza odbędzie się w dniach 24-27 lipca 2014, z czego główne działanie prowadzone będą w sobotę 26 lipca.
Serdecznie zapraszamy!

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Glendale 30.06.1862


Bitwę pod Glendale stoczono 30 czerwca 1862 r., na terenie hrabstwa Henrico w Wirginii. Stanowiła ona przedostatni epizod Bitwy Siedmiodniowej, części Kampanii Półwyspowej.
Po bitwie pod Gaines’ Mill, unijna Armia Potomku, dowodzona przez generała majora George’a B. Mc Clellana, wycofywała się w kierunku rzeki James, oczekując na wsparcie federalnych kanonierek i możliwą ewakuacje z Półwyspu Wirginijskiego. Zamiarem generała Roberta E. Lee, głównodowodzącego konfederackiej Armii północnej Wirginii, było odcięcie drogi odwrotu przeciwnika pomiędzy White Oak Swamp i Malvern Hill.
Lee zamierzał uderzyć na rozciągnięte oddziały wycofującego się nieprzyjaciela, siłami dywizji Thomasa „Stonewalla” Jacksona napierając na tylną straż wojsk Unii na White Oak Swamp, zaś główny atak wyprowadzając siłami trzech innych dywizji (Hugera, Longstreeta i A. P. Hilla).
Jego plany zostały jednak, delikatnie rzecz ujmując, nie najlepiej wprowadzone w życie. Nadejście dywizji Hugera zostało poważnie opóźnione przez przeszkody konstruowane przez federalnych saperów. Został on zmuszony do poświęcenia mnóstwa czasu, potrzebnego do wycięcia w gęstym lesie nowej drogi; jego starania stały się później znane jako „bitwa siekier”. W międzyczasie Jackson, zaskakująco pasywny, przeprowadził jedynie bardzo ograniczone natarcie na pozycje federalnego VI Korpusu. Jego atak opisywany jest zazwyczaj jako odrębna „Bitwa na White Oak Swamp”.
Około drugiej po południu, przeprowadzający inspekcję oddziałów prezydent Jefferson Davis, któremu towarzyszył Lee wraz z oficerami swego sztabu, pojawił się na polu bitwy, oczekując na spodziewany atak Hugera. Grupę ostrzelała federalna artyleria dalekiego zasięgu, w wyniku czego dwaj oficerowie zostali ranni. Dowodzący sektorem A. P. Hill stanowczo rozkazał prezydentowi Davisowi i generałowi Lee udać się na tyły, oni obaj zaś wykonali jego polecenie. Longstreet zarządził atak na unijne baterie, rozlokowane w pobliżu niewielkiej miejscowości Glendale, i w ten dość nieplanowany sposób rozpoczęła się bitwa.
Dywizja Longstreeta była wspierana jedynie przez A. P. Hilla. Ich 20 000 ludzi zaatakowało siły federalne, dwukrotnie liczniejsze, lecz mocno rozproszone i w większości zaskoczone. Głównym przeciwnikiem Konfederatów była jedna z dywizji V Korpusu, złożona z trzech brygad i dowodzona przez generała brygady George’a Mc Calla.
Longstreet, zazwyczaj dobrze znany z wysiłków, jakie poświęcał skoncentrowaniu wyprowadzanych przez swoje siły ataków, tym razem nie był wierny własnym zasadom, rozpoczynając atak eszelonami. Siły konfederackie wchodziły do walki brygada po brygadzie, z wyraźnymi przerwami, ich dowódcy nie współpracowali ze sobą. Efekty okazały się przewidywalne.
Natarcie prowadziła brygada Kempera, złożona z przepełnionych entuzjazmem, lecz zupełnie niedoświadczonych Wirginijczyków. Przełamali oni główną linię obrony i zdobyli osiemnaście dział, lecz potem zostali wciągnięci w długą i brutalna walkę wręcz. Longstreet posłał jako wsparcie swe pozostałe dwie brygady, jednak liczebność przeciwnika również wzrastała. Dowódcy wojsk Unii próbowali zorganizować kontratak, lecz jedynie z ograniczonym powodzeniem. Podstawową tego przyczyną była nieobecność głównodowodzącego na polu bitwy. McClellan, doskonale zdający sobie sprawę z toczącej się walki, pozostał na pokładzie kanonierki „Galena”, osobiście nadzorując niezbyt istotny pojedynek ogniowy, jaki toczyła ona z konfederacką artylerią.
W pobliżu Glendale obie strony posyłały do walki świeże oddziały, gdy tylko pojawiały się one na placu boju, lecz żaden z przeciwników nie zdołał uzyskać znaczącej przewagi. W czasie starcia dwaj federalni i trzej konfederaccy generałowie zostali ranni. Mc Call, który omyłkowo uznał zbliżające się konfederackie ubezpieczenia za własnych ludzi, został wzięty do niewoli. Wreszcie, krótko przed dziewiątą wieczorem, w kompletnych ciemnościach starcie dobiegło końca.
Bitwa uważana jest przez większość historyków za nierozstrzygniętą. Lee zachował kontrolę nad polem walki, lecz nie udało mu się przeciąć drogi odwrotu sił federalnych. Większość jednostek Unii zdołała zająć silne pozycje obronne na stokach Malvern Hill. Straty przeciwników były porównywalne – armia Unii straciła około 3 800 ludzi, siły Konfederatów nieco poniżej 3 300.
Następnego dnia obie armie raz jeszcze zwarły się ze sobą, w ostatnim starciu Bitwy Siedmiodniowej, pod Malvern Hill.






sobota, 31 maja 2014

Słowniczek: Housewife

"Housewife"  (gospodyni domowa) to nic innego jak podręczny przybornik do szycia.
Te używane w naszej epoce, to podłużne kawałki materiału, do których przyszyte są kieszonki. W ten sposób mamy mały, podręczny zasobnik na guziki, nici, igły, szpilki, naparstek, łaty itp.


Dla żołnierzy takie zestawy do szycia były niezwykle przydatne. Szczególnie w armiach Konfederacji braki w zaopatrzeniu były wręcz legendarne, dotyczyło to też mundurów. Trzeba więc było mieć pod ręką przybory do szycia, żeby zreperować podarte spodnie czy kurtkę mundurową.



Żołnierze otrzymywali często "housewives" od swoich matek, żon, sióstr, czy narzeczonych, kiedy wyruszali na wojnę. Przyborniki te były najczęściej wykonywane ręcznie z kawałków materiału, czasami delikatnej skóry. Taki podłużny płat był rolowany i zapinany na guzik lub związywany sznurkiem albo tasiemką. Kiedy żołnierz chciał przyszyć guzik czy łatę, niezbędne narzędzia miał przy sobie.


Oczywiście "housewife" to niezbędny element wyposażenie każdego szanującego się rekonstruktora Wojny Secesyjnej. Żeby wszystko odbyło się jak najbardziej epokowo, zachęcamy żeby przybornik dla żołnierza wykonała bliska jego sercu niewiasta. Prezentujemy przybornik jaki zrobiła jednemu z naszych żołnierzy jego żona:





Poniżej zdjęcia oryginalnych "housewives" z czasów Wojny Secesyjnej. Mamy nadzieję, że posłużą za wzór do pięknych przyborników dla naszych dzielnych żołnierzy :)







czwartek, 29 maja 2014

Nowe pokolenie

Dorasta nowe pokolenie rekrutów 14th Louisiana i powiększa się grono wiernych fanów. Dzieci czasami nie podzielają zainteresowań swoich rodziców, ale akurat Benek nie może się doczekać, kiedy otrzyma szary mundur i będzie mógł stanąć w szeregu... Na razie nosi czapkę z oznaczeniami naszego pułkowego sztandaru :)


środa, 28 maja 2014

16-18 maja 2014, "Cold Harbor 1864", Bzince, Słowacja

Nasz oddział wziął udział w niedawnej imprezie rekonstruktorskiej na Słowacji, w  Bzincach pod Javorinou. Poniżej przedstawiamy relację z tej imprezy autorstwa Petera. Zdjęcia własne i kolegów ze Słowacji.



„Pięciu wspaniałych”, z kraju Polan, będących przez trzy dni nie tylko duszą ale i ciałem żołnierzami z czasów amerykańskiej Wojny Secesyjnej, wybrało się w na trzy dni na Słowację w okolice przygranicznej miejscowości Bzince pod Jovorinou.


Celem było uczestnictwo w zaplanowanej imprezie rekonstrukcyjno-historycznej, pod hasłem „Bitwa o Cold Harbor1864”.
Bzince znajdują się obok Nowego Mesta Nad Vahom, a za pobliską górą, za sąsiada mają Czachtice, rodową siedzibę słynnej kobiety wampira Elżbiety Batory. Przystojni z natury rekonstruktorzy ACW muszą więc bardzo uważać w czasie nocnych wart, by nie dac się zjeść „pięknej władczyni”.
Największą atrakcją okolicy (poza piękną nieumarłą Dziedziczką) jest wzgórze ze sporym wypłaszczeniem, porośniętym trawą i poziomkami (jeszcze były zielone) a na zboczach gęstymi krzakami. Jest to idealne miejsce na plenerowe imprezy historyczne, z rewelacyjnym widokiem prawie dookoła.

 Słowaccy gospodarze przywitali nas oraz grupy z Czech i Austrii, jak zwykle bardzo przyjaźnie. Tym razem dzięki Kapralowi przydzielono nam rewelacyjne miejsce, gdzie stanęły nasze trzy namioty. Czwarty zielonego jankesa Killerxcartoona, stanął w obozowisku Yankesów.


W sobotę wojskowa rutyna. Pobudka o 7, potem apel , kontrola stanu i wyznaczenie zadań na dzień. Po lekkim śniadaniu musztra aby się sadło nie odkładało i wymarsz do miasta.


W Bzincach niespodzianka. Władze przywitały nas na nowo zbudowanym placu, gdzie na zadaszonej „scenie” można było oglądnąć foto-wystawę z poprzednich czterech imprez.


Obecna okazała się rocznicową piątą.
Pokazaliśmy musztrę i oddaliśmy kilka salw co spowodowało, iż Yankesi złożyli broń!!! Musieliśmy ich namawiać, i obiecać , że nie będziemy nadmiernie brutalni ;)


Piękna słoneczna pogoda spowodowała, że powrót na górę był wyczerpujący. Dowództwo zadecydowało więc, że nakarmi nas przed bitwą. Był więc gulasz i napitek.


Pierwsza cześć bitwy po wielu manewrach okazała się zwycięska. Niestety później musieliśmy częścią (polsko-austryjacką) sił stoczy beznadziejną walkę z przeważającymi siłami niebieskich.



Wieczorem po dalszej musztrze, rozpoczęliśmy wreszcie rozmowy przy ogniskach i integrację z pozostałymi nacjami. Wszyscy byliśmy jak zwykle wściekli na oficerów i na braki w aprowizacji. Taki żołnierski los. Słowacy mają świetną logistykę. Nocny deszcz skończył się w niedzielę ok. 6:30, więc wstaliśmy regulaminowo, chociaż Kapral Szary Brat i tak nas „ochrzaniał”.


Snucie planów na przyszłość i podział obowiązków, zajął nam przedpołudnie. Potem to już tylko pakowanie i do „domu”. Wielkie dzięki dla kamratów: Gregoriusa, Sasa, Szarego Brata, oraz Killerxcartoona.
Peter

 P.S. wielkie dzięki dla wielkiego Fiata Ducato!

poniedziałek, 19 maja 2014

Zapiski wojenne kapelana 14th Louisiana - cz. 6

O świcie następnego dnia (29 sierpnia) oddziały Jacksona zostały zaatakowane. Gen. Longstreet jeszcze nie nadszedł, by pomóc walczącym Konfederatom. "Stonewall" Jakcson w zwyczajnym dla siebie stylu zaatakował lewe skrzydło Jankesów, chcąc w ten sposób wydostać się z trudnej sytuacji. Kiedy gen. Pope kontratakował potężnym uderzeniem w konfederackie centrum, Jackson wytrzymał dwugodzinne natarcie i w końcu odparł atak.
Podczas tych wydarzeń o. Sheeran był blisko pola walki, pomagał w szpitalu i sam miał pewne przygody:


29 sierpnia
Kiedy przechodziłem wzdłuż naszych linii, spotkałem kilku z naszych ludzi, którzy nie zdążyli dotrzeć do pułku od czasu bitwy o Bristow. Poczułem się w obowiązku udzielić im nagany za takie maruderskie zachowania, tym bardziej że to nie był pierwszy raz kiedy niektórzy z nich byli nieobecni po walce. Jednak kiedy spojrzałem w dół i ujrzałem bose stopy u niektórych z tych biednych chłopaków, poczułem litość, nie chciałem już ich rugać.

Teraz [kilka godzin później] zaobserwowałem ogólne poruszenie wzdłuż naszych linii. Nasz major powiedział mi, że nie jest to miejsce dla mnie, żebym odszedł na tyły. Jednak na razie nie widziałem takiej potrzeby. Wkrótce zostały wydane rozkazy, żeby stawać w szeregach. Przejechałem przez pole bitwy przed naszyli liniami, by zobaczyć czy mogę rozpoznać któregoś z naszych poległych. Byłem teraz w niebezpiecznym miejscu: pomiędzy naszymi liniami a nieprzyjacielskimi, chociaż nie byłem tego świadom. Za chwilę nasi ludzie dostali zajęcie, kiedy pozycje Jankesów stały się widoczne na wzgórzu ok. 3/4 mili. Wkrótce zobaczyłem naszą dywizję ustawiającą się w linię bojową, a jeden z naszych batalionów zajął pozycję ok. 200 jardów po mojej prawej. Nie miałem ochoty na udział w nadciągającej bitwie, zamierzałem udać się do chłopców z baterii, by udzielić im kilku słów wsparcia, kiedy nagle wszystkie oczy zwróciły się na mnie, lub w kierunku z którego nadjeżdżałem. Mogło się wydawać, że Jankesi wzięli mnie za oficera, ponieważ przeznaczyli dla mnie pocisk artyleryjski, który przeleciał dokładnie nad moją głową i rozerwał się jakieś 100 jardów z przodu. Obróciłem się i ujrzałem, że mają baterię na przeciwległym wzgórzu, skąd natychmiast wysłali kolejny pocisk w moim kierunku. Pomyślałem, że zmiana miejsca będzie bardzo rozważną strategią i z prędkością której nie dorównywały nawet flankowe manewry Stonewalla pomknąłem na prawo i pokonałem przez lasy jakieś 200 jardów, w międzyczasie otrzymując serdeczne pozdrowienia od wielkodusznych Jankesów.

"Gdzie jest Longstreet?" to pytanie z niepokojem zadawali sobie Konfederaci "Stonewalla". kiedy Jankesi Pope'a przeprowadzili kolejny potężny atak tego dnia. Jednak dwa incydenty, których świadkiem był o. Sheeran świadczą o wysokim morale Południowców:

29 sierpnia
Taraz nastąpiło jedno z najśmieszniejszych zdarzeń w ciągu wojny. Jankesi umieścili naprzeciw 15 Louisiana Regiment górską haubicę, który bardzo irytował chłopców. Po odparciu ataku piechoty z Nowego Jorku, zaatakowali tę baterię, którą zdobyli biorąc również spory oddział Jankesów do niewoli. Chcieli zabezpieczyć swój łup, a konie z zaprzęgu były zabite, zaprzęgli więc Jankesów i zmusili ich do ciągnięcia artylerii na nasze pozycje. Widok ok. 50 Jankesów zaprzęgniętych do działa poganianych bagnetami przez żołnierzy z 15-ki, przemierzających pole bitwy w tempie "double quick" spowodował wybuch śmiechu w konfederackich szeregach...


1st Louisiana Regiment był już bez amunicji i właściwie na skraju wyczerpania, gdyż walczyli od kilku godzin przeciwko dziesięciokrotnym siłom. Pułkownik Nolan [Lieutenant-Colonel Michael Nolan, 1st (Nelligan's) Louisiana Infantry], który dowodził 1-ką miał nadzieję, że posiłki nadejdą w każdej chwili. Porzucenie jego pozycji, które były na brzegu linii kolejowej obróciły by losy zwycięstwa przeciwko nam. Dzielni chłopcy z 1-ki nie zastanawiali się długo co robić. Porzucili swoje wystrzelone karabiny, zaatakowali i odparli nieprzyjaciela rzucając kamieniami które leżały w obfitości przy drodze kolejowej. Inne regimenty, które również były bez amunicji, poszły za ich przykładem i wkrótce rozpoczęła się kamienna bitwa. Może się wydawać to dziwne, niemniej jednak prawdziwe, że nasi ludzie użyli tej nowej broni równie skutecznie co kul muszkietowych, gdyż po bitwie znaleziono na polu wielu Jankesów z rozbitymi czaszkami.


Krytyczny moment Drugiego Manassass został opisany przez o. Sheerana:

29 sierpnia - późne popołudnie
Jednakże ta nierówna walka nie mogła trwać zbyt długo. Nieprzyjaciel nacierał w coraz większej liczbie, a bez uzupełnień nasi zmęczeni ludzie musieli by się wycofać, co to by oznaczało dla nich zniszczenie...


 Było jeszcze około godziny do zapadnięcia ciemności, cała nasza linia była w walce od 3 po południu, a starcia były tak zacięte, że powinniśmy otrzymywać posiłki co godzinę...
Jednak szczęśliwie w tym krytycznym momencie nadciągnęły posiłki, silna kolumna ze sztandarami, stanęła naprzeciw nieprzyjaciela. Cel, któremu próbował zapobiec Pope właśnie się zrealizował. Longstreet dotarł do równin Manassass. Dywizja gen Hooda, która tworzyła lewą flankę Longstreeta, przybyła Jacksonowi na pomoc.

Generał Lee wykonał manewr, który Moltke określał jako najwyższą próbę wojskowego geniuszu - połączenie ze sobą dwóch armii w ściśle określonym momencie na polu bitwy.

29 sierpnia - późne popołudnie i wieczór
Cała nasza rozciągnięta i wzmocniona linia rzuciła się na nieprzyjaciela z dzikim okrucieństwem. Krzyki naszych chłopców roznosiły się echem z każdej strony. Linie wroga się załamały lecz znów się sformowały. Nasi chłopcy pozdrowili ich salwą i uderzyli do ataku. Nieprzyjaciel walczył z coraz mniejszym zapałem. Około pół godziny po 8 wieczorem wycofywał się na całej linii opuszczając pole bitwy.

Po tej okrutnym starciu nieprzyjaciel przyznał się do straty ok. 8000 ludzi, jednak jeśli ktoś zrobił by inspekcję miejsca gdzie nastąpiła ta rzeź, tak jak ja to zrobiłem, musiałby uznać, że podana liczba była za mała. Straty po naszej stronie były stosunkowo niższe.

Generał Longstreet połączył swe siły ze Stonewallem, gen. Lee rozpoczął przygotowania do generalnego natarcia.

Ojciec Sheeran przedstawia jak zwykle mocno zawyżone straty wojsk federalnych w tej bitwie:


30 sierpnia
Około pół godziny przed zmrokiem usłyszeliśmy radosne nowiny, że Jankesi uciekają we wszystkich kierunkach, bitwa się kończy a my zwyciężyliśmy. Nieprzyjaciel się wycofywał, zostawiając ok. 8000 jeńców, około 20000-22000 zabitych i rannych, i ogromną liczbę dział i broni ręcznej, wozy i ambulanse.

Pamiętnik opisuje teraz pewne wydarzenia po bitwie pod Manassass:


29-30 sierpnia
Kiedy nasi ludzie cofnęli się na swoje stare pozycje z piątkowego wieczoru, Pope wyobrażał sobie że się wycofujemy i telegrafował do Waszyngtonu, że "pobił Jacksona i ma go w worku". Ta nowina zrobiła takie wrażenie wśród niektórych dygnitarzy tego "wspaniałego" miasta, że wybrali się do Manassa z zamiarem oglądnięcia Stonewalla i jego "obdartych Konfederatów". Było tych osób około ośmiu, z czego połowa to damy. Wycieczkowicze nieco się zdziwili, kiedy generał J.E.B. Stuart przekazał im swoje pozdrowienia i oznajmił, że są teraz jego więźniami. Damy zostały odesłane do domu, ale dżentelmeni uświetnili naszą tryumfalną paradę. Zostali zobowiązani aby dotrzymać towarzystwa murzyńskim więźniom podczas trzy lub czterodniowego marszu. Nigdy nie widziałem tak upokorzonych ludzi, jak ci waszyngtońscy notable. Prawdę mówiąc niewątpliwie podziwiali oni Murzynów, jednak żywili ogromną niechęć do ich towarzystwa. Podczas tej nocy i następnego poranka udało nam się przenieść wszystkich naszych rannych do szpitala, gdzie dobrze się nimi zaopiekowano.

31 sierpnia, niedziela
Nie będę pisał o moim zmęczeniu po minionej nocy i poprzednim dniu, ponieważ nic ono nie znaczy w obliczu tego czego dokonali nasi dzielni ludzie, którzy walczyli w bitwach za swój kraj. Chciałem odpocząć, jednak było to niemożliwe, gdyż wydano rozkazy aby przenieść tych rannych, którzy mogli znieść podróż, do Aldie i Middlebury. To zajęło całą niedzielę. Po południu odwiedziłem kilka innych szpitali i przygotowałem niektórych katolickich żołnierzy na śmierć. Nigdy ludzie nie osiągnęli więcej, nie wycierpieli więcej i nie uskarżali się mniej.